Strony

niedziela, 18 września 2016

bob budowniczy

  W Jelonce coś zaczęło błyszczeć, iskrzyć, palić się ogniem nie gorącym, lecz ciepłym. Zamrugała kilka razy i spojrzała na wychodzącego kocura, kiedy zatrzymała go odgłosem:
  – Może, zaprowadzić cię po terenach? Chyba ich nie za bardzo dobrze znasz. Dodatkowo, mógłbyś zatrzymać na sobie zapach Wilczego Klanu. – w jej głosie słychać było melodyjną nutkę, jakby chciała się podzielić tym płomykiem ciepła z jej serca. Jednak Smutny Śpiew pokręcił głową.
  – Nie musisz. – rzucił, wychodząc z nory i skręcił gdzieś, i wtedy płomień zniknął.
  Co prawda, cętkowana dawno coś czuła do owego kota. Mimo, iż nie chciała łamać Kodeksu, czekała kolejnego, może i krótkiego, spotkania, gdzie znów mogła by ujrzeć jego piękne, szare oczy, pręgowane, bardzo puszyste futro i usłyszeć głos - cichy, lecz basowy. Kotka marzycielsko westchnęła, kiedy nagle zrozumiała, że na pewno on nie odwzajemnia uczucia, a na odwrót, utrzymuje relacje wojownik-lider. Na nowe myśli zwinęła się w kłębek, dotykając noskiem ogona i zamknęła oczy, myśląc o rodzicach. Przecież oni mieli taką miłość, taka romantyka! Szkoda, że straciła je jeszcze z uczniowskich czasów.

* * *

  Na poranek, kiedy słońce, którego promienie padały akurat na brązową sierść liderki, powoli się podnosiło, Cętkowany już dawno wysłała patrol. Jelenia Gwiazda jeszcze smacznie spała, dziedzicząc cechę śpiocha od matki. Mogła by tak spać do połowy dnia, gdyby nie to, że ktoś jej przerwał ową czynność. Była to Cętkowany Ogon, która krzyczała, że mają wojownika z cudzego klanu w obozie. Liderka złośliwie otworzyła oczy, po czym powarczała i wstała, wychodząc z nory.
  Na środku obozu stał Smutny Śpiew, wokół niego zgrupowały się wojownicy i uczniowie, szepcząc coś między sobą. Ach, no tak. Oni nie wiedzą.


<Smutek? Moja wena też kaput ;u;>

piątek, 16 września 2016

Od Jeleniej Gwiazdy CD Smutnego Śpiewu

  Słuchy o wojnie między Klanem Nocy i Klanem Burzy rozchodziły się jak krew po sierści, jak łzy po policzkach. Tak szybko, tak namiętnie o tym mówili wojownicy z dwóch pozostałych klanów. A nojgorsze jest to, że nie wiedzieli nic. Nie wiedzieli, jaki ból sprawiły wzajemnie oba klany. Nie znali przyczyny wojny. Nikt o tym nie wiedział, oprócz Srebrnej Gwiazdy i Czarnej Gwiazdy.
  Przechodząc obok dwóch wojowników, którzy jedli swój posiłek, Jelenia Gwiazda po raz czwarty westchnęła. Kilkakrotnie usłyszała w słowach kotów "wojna" i "Klan Burzy", "Klan Nocy". To już nie były honorowe słowa, na te słowa nie można uśmiechnąć się i powiedzieć z odwagą "To jest mój klan". Teraz to się liczyło jako słowa zapełnione niepewnością, jakimś dziwnym strachem, a może nawet i uniżeniem. Jakby się bali, że ktoś powie "To ty zabiłeś mojego ukochanego!" albo "To twój klan jest we wszystkim winien! Idź stąd!". Ten strach nie był widoczny jednak w słowach, a w ranach kotów, w ich bliznach, a najbardziej - w ich oczach. Niemigoczący wzrok, zmęczenie, smutek i ból od blizn, strata kogoś bliskiego.
  Jedna z wojowników, co jadła dosyć tłustą myszkę, słuchała drugiego, u którego posiłkiem był dorosły, leśny gołąb. Natuczą się i nie będą polowali na więcej, pomyślała z obrzydzeniem liderka, patrząc, jak koty, wcinając te jedzenie, rozmawiali tylko o wojnie. Tylko. Wokół cętkowanej nie było nikogo, kto by nie myślał o wojnie, o stratach, o dwóch klanach.
  Zbliżała się już noc, jednak dzisiaj liderka nie spała. Myślała o kimś, kogo zauważyła na zebraniu. Myśli przerwał ktoś, kto do Jeleniej Gwiazdy podszedł szybkim krokiem. Podszedł i powiedział, że jakiś szary, puszysty kot, cały zakrwawiony i pachnący Klanem Burzy przyszedł i chciałby porozmawiać z liderką. Czyżby to był...?
  – Zawołaj go d-do mnie. – przykazała twardym, chłodnym głosem kotka, czekając, aż kocur wyjdzie z obozu.

* * *

  Nie patrzyli się na siebie.
  Nieoczekiwany gość przemierzał wzrokiem dosyć ciemną norę, która jednak okazała się wręcz ogromną. W długości była w dwa lisie ogony, tak samo w wysokości i szerokości. W niej mogło się zmieścić 3 leżące koty bez dotykania się wzajemnie.
  Szare oczy Smutnego Śpiewu zdradzały to, co odczuwał kocur. Zmęczenie, gorycz, w pewnym sensie złość.
  Natomiast miętowe ślepia, odziedziczone po matce, Jeleniej Gwiazdy wykazywały się jakąś dobrocią, tak jakby gotowe przyjąć pomoc.
  – Chcę dołączyć do Twojego klanu, – powiedział szary przymulonym głosem. Jelenia Gwiazda się zaniepokoiła. Co, jeżeli wojownicy, którzy byli pogrążeni w rozmowach o wojnie pomyślą, iż Smutny Śpiew jest szpiegiem, albo jeszcze gorzej - tchórzem?
  Cisza trwała kilka minut. Była niekomfortowa i krępująca, Jelenia Gwiazda wzdrygiwała ogonem, gorączkowo myśląc nad odpowiedzią, a Smutny Śpiew, tym razem patrząc na liderkę, co jakiś czas mrugał. Nikt nie chciał przerywać owej ciszy, dwójka była pogrążona w swoje myśli.
  – D-dobrze... – ostrożnie szepnęła kotka, tak jakby próbując nie przeszkadzać Smutnemu myśleć o swoim. Jednak po zgodzeniu się w oczach szarego błysnęło coś, czego cętkowana nie mogła zrozumieć przez jakiś czas. Jakaś nadzieja, jakaś nikła nadzieja w to, że jego życie się tutaj, w Klanie Wilka, zmieni. Zmieni się na zawsze,

<Smutny? ;^;>